Blokada czarnomorskich szlaków zmusiła Ukrainę do szukania alternatywnej drogi eksportu milionów ton produktów rolnych.
Tym razem chodzi o transport przez Unię Europejską.
Jak ustaliło Politico, kluczowi sąsiedzi Ukrainy, w tym Polska i Rumunia, odpowiedzieli odmownie na prośby o zwiększenie przepustowości.
Decyzje te mogą mieć znaczenie nie tylko dla Kijowa, ale także dla sytuacji na światowym rynku żywności.
Ukraiński minister rolnictwa Taras Wysocki przyjechał do Brukseli, aby osobiście prosić o pomoc.
Sytuację swojego kraju określił jako „bardzo, bardzo krytyczną”.
Od lata rosyjskie ataki na porty i statki znacząco ograniczyły możliwość wywozu ukraińskiego zboża.
Skalę problemu pokazują dane eksportowe.
Od 1 do 21 sierpnia Ukraina wyeksportowała 539 tysięcy ton zboża.
Rok wcześniej w tym samym okresie było to 1,73 miliona ton.
Oznacza to spadek ponad trzykrotny.
Właśnie dlatego Kijów poprosił Unię Europejską o udrożnienie szlaków lądowych.
Ukraina zabiega także o 1,1 miliarda euro dopłat do kosztów transportu.
Na prośby o zwiększenie przepustowości negatywnie odpowiedziały między innymi Polska i Rumunia.
Polskie Ministerstwo Infrastruktury przekazało, że nie ma planów wprowadzania zmian mających na celu zwiększenie tranzytu ukraińskich produktów rolnych.
Podobne stanowisko przedstawił Bukareszt.
Rumuński minister rolnictwa i wicepremier Barna Tánczos wskazał na fizyczne ograniczenia sieci transportowej.
Jak mówił w rozmowie z Politico, nie da się po prostu podwoić liczby pociągów ani przepustowości dróg, kolei i portów.
Dodał, że rumuńskie porty są już przeciążone.
Problem pogłębia także niski stan wody na Dunaju.
Zarówno Rumunia, jak i Polska podkreślają, że muszą chronić interesy własnych rolników.
W tej sprawie ważne jest rozróżnienie importu od tranzytu.
Wwóz ukraińskiego zboża na polski rynek blokuje rozporządzenie z 15 września 2023 roku.
Wprowadziło ono bezterminowy zakaz importu wybranych produktów rolnych.
Sam przejazd zboża przez Polskę do portów lub państw sąsiednich nadal jest możliwy.
Warunkiem jest jednak odpowiednia zdolność przeładunku z ciężarówek i wagonów na statki.
To właśnie tej przepustowości, według Warszawy i Bukaresztu, zaczyna brakować.
Zatkane szlaki wywozowe uderzają w płynność ukraińskich gospodarstw rolnych.
Kijów ostrzega, że jeśli blokada się utrzyma, w ciągu roku w kraju może utknąć nawet 35 milionów ton zboża.
Z szacunków ukraińskiego resortu wynika, że trasy lądowe i rzeczne obsługują obecnie mniej niż połowę potrzeb transportowych.
Rolnicy odcięci od pieniędzy ze sprzedaży zmagazynowanego ziarna mają coraz większe problemy z finansowaniem kolejnych upraw.
Chodzi między innymi o zakup nawozów, paliwa i materiału siewnego.
Taras Wysocki ostrzegł, że jeśli sytuacja utrzyma się do wiosny, powierzchnia zasiewów może spaść nawet o 35-40 procent.
Długotrwały zator mógłby więc trwale ograniczyć potencjał ukraińskiego rolnictwa.
W kolejnych sezonach mogłoby to oznaczać mniejszą podaż żywności w regionie.
Skutki kryzysu mogą wykraczać daleko poza Europę Środkową.
Amerykański Council on Foreign Relations szacuje, że spadek eksportu Rosji i Ukrainy może dotknąć ponad 17 procent zboża w światowym handlu.
Autorzy raportu ostrzegają również przed możliwymi konsekwencjami humanitarnymi kryzysu na Morzu Czarnym.
Według nich liczba osób doprowadzonych do ostrego głodu przez obecną sytuację może przewyższyć wszystkie dotychczasowe ofiary walk w wojnie Rosji z Ukrainą.
Unijny komisarz do spraw rolnictwa Christophe Hansen przyznał, że Unia musi się tym problemem zająć.
Bruksela nie przedstawiła jednak dotąd wiążących decyzji ani konkretnego pakietu finansowego.
Odmowa sąsiadów Ukrainy pokazuje, jak trudno pogodzić pomoc Kijowowi z interesami europejskich rolników.
Dobrze widać to na przykładzie rumuńskiej producentki zbóż Iulii Blagu.
Mówiła ona o niezebranych polach pozostawionych „na łasce Boga i klimatu”, ponieważ plonów nie da się ani przechować, ani wywieźć.
W tym samym czasie do Rumunii trafia presja związana z tranzytem ukraińskiego zboża.
Rolnicy pytają więc, jak mają sobie poradzić w sytuacji, gdy ich własne możliwości sprzedaży i transportu są ograniczone.
Napięcie wokół ukraińskiego zboża nie jest nowe.
Jeszcze przed ostatnim nasileniem problemów na Morzu Czarnym import ukraińskich produktów rolnych blokowały Polska, Słowacja i Węgry.
Obecny kryzys pokazuje jednak, że problem dotyczy już nie tylko samego importu, ale także przepustowości tras tranzytowych.
Dla Ukrainy sprawa ma znaczenie gospodarcze i strategiczne.
Dla państw sąsiednich oznacza presję na infrastrukturę oraz obawy o własnych rolników.
Dla światowego rynku żywności może stać się kolejnym czynnikiem zwiększającym ryzyko niedoborów i wzrostu cen.