Przez kilka długich sekund po prostu się gapiłem, a mój apetyt walczył z czystą podejrzliwością.
„Pęcherze” wyglądały jak dziwne narządy uwięzione pod serem, gładkie i nadmuchane, odbijające światło w sposób, który sprawiał, że wydawały się nie na miejscu.
Wyobrażałem sobie tajemnicze składniki, nieudany przepis, a nawet jakieś zanieczyszczenie. Im dłużej się temu przyglądałem, tym bardziej odczuwałem tę mieszankę fascynacji i przerażenia, jaką odczuwa się, gdy coś wygląda prawie znajomo, ale nie do końca bezpiecznie.
Ciekawość w końcu zwyciężyła strach, więc zacząłem szukać w internecie, porównywać zdjęcia i czytać komentarze innych zdezorientowanych miłośników pizzy.
Wtedy poznałem prawdę: te dziwne kopuły to po prostu kieszonki sera i powietrza, które napęczniały w piekarniku. Nic groźnego, tylko odrobina ciepła i tłuszczu.
Roześmiałem się głośno, wziąłem kawałek i odgryzłem wielki kęs – bo czasami najbardziej przerażające rzeczy okazują się być całkowicie, pięknie normalne.