PRZYCZYNA ŚMIERCI JACKA MAGIERY PORUSZYŁA POLSKĘ. EKSPERT NIE MA ZŁUDZEŃ: SAM SPORT TO ZA MAŁO

Śmierć Jacka Magiery wstrząsnęła całym piłkarskim środowiskiem. Trudno było w to uwierzyć, bo mówimy o człowieku aktywnym, znanym z pracy w sporcie, wciąż młodym, mającym zaledwie 49 lat.

W takich chwilach wiele osób zadaje sobie to samo pytanie: jak to możliwe, że człowiek związany ze sportem odszedł tak nagle?

I właśnie tutaj zaczyna się najbardziej poruszający, ale też bardzo ważny wątek. Z informacji medialnych wynika, że Jacek Magiera zasłabł podczas porannego biegu, a mimo długiej reanimacji nie udało się go uratować.

Według najnowszych doniesień bezpośrednią przyczyną zgonu było nagłe zatrzymanie krążenia. Jednocześnie eksperci podkreślają, że za takim dramatem bardzo często stoi głębszy problem kardiologiczny, którego wcześniej po prostu nie wykryto albo zlekceważono.

Sport nie daje nieśmiertelności

To chyba najbardziej brutalna lekcja płynąca z tej tragedii. W naszej głowie ciągle siedzi prosty schemat: skoro ktoś uprawia sport albo żyje aktywnie, to jego serce powinno być bezpieczniejsze niż u przeciętnej osoby. I oczywiście ruch naprawdę pomaga. Światowa Organizacja Zdrowia od lat wskazuje, że aktywność fizyczna obniża ryzyko chorób sercowo-naczyniowych, podobnie jak unikanie palenia, zdrowa dieta i kontrola ciśnienia, cholesterolu oraz poziomu cukru. Ale to nie działa jak magiczna tarcza.

Właśnie ten punkt mocno wybrzmiał w materiale Pacjenci.pl. Kardiolog sportowy prof. Łukasz Małek powiedział tam wprost, że sam sport nie jest remedium na wszystko. Może wydłużać życie i zmniejszać ryzyko, ale nie zwalnia z badań, nie daje prawa do lekceważenia objawów i nie naprawia automatycznie skutków złej diety, przewlekłego stresu czy nieleczonych czynników ryzyka.

Co mogło stać za tragedią Jacka Magiery

Tu trzeba być uczciwym: pełna historia medyczna Jacka Magiery nie została publicznie ujawniona, więc nikt rozsądny nie powinien stawiać kropki nad i i udawać, że zna cały obraz. Można jednak powiedzieć, co jest najbardziej prawdopodobne z medycznego punktu widzenia i co wskazał ekspert cytowany w artykule.

Prof. Małek zaznaczył, że u mężczyzn około pięćdziesiątki jedną z najczęstszych przyczyn takich tragedii bywa miażdżyca i zawał mięśnia sercowego, zwłaszcza gdy występują czynniki ryzyka. Dodał też, że nie wiadomo, jaka była historia rodzinna Magiery ani jakie konkretnie obciążenia zdrowotne u niego występowały. To ważne rozróżnienie: nie mamy prawa ogłaszać jednej pewnej przyczyny, ale mamy mocne podstawy, by mówić o prawdopodobnym tle sercowo-naczyniowym.

W praktyce wygląda to tak, że człowiek może funkcjonować normalnie, pracować, ruszać się, a nawet wydawać się w świetnej formie, a mimo to w naczyniach krwionośnych przez lata rozwija się proces chorobowy. Miażdżyca długo nie boli. Nadciśnienie często nie daje wyraźnych objawów. Podwyższony cholesterol także potrafi latami nie dawać sygnału alarmowego. Problem wychodzi na jaw dopiero wtedy, gdy dochodzi do najgorszego. NFZ w programie profilaktyki chorób układu krążenia wprost wskazuje, że podstawą oceny ryzyka są między innymi pomiar ciśnienia, badania cholesterolu i glukozy.

Jeden błąd, który popełnia mnóstwo mężczyzn po czterdziestce

Najmocniejszy fragment z linku, który podsunąłeś, dotyczy właśnie tego „jednego błędu”. Nie chodzi o to, że ktoś nie biega albo że raz zje coś tłustego. Chodzi o coś znacznie bardziej powszechnego i bardziej niebezpiecznego: złudzenie, że skoro kiedyś byłem aktywny albo dziś od czasu do czasu się ruszam, to badania nie są mi potrzebne.

To pułapka, w którą wpada ogromna liczba facetów. Wielu z nich mówi sobie: „czuję się dobrze”, „gram czasem w piłkę”, „przecież nie jestem schorowany”. Tylko że serce nie działa według naszego ego. Nie interesuje go, że ktoś był dawniej sportowcem, trenerem albo ma mocny charakter. Jeśli rośnie ciśnienie, jeśli cholesterol jest za wysoki, jeśli dochodzi palenie, stres, brak snu albo genetyczne obciążenia, organizm w pewnym momencie wystawia rachunek.

I właśnie dlatego ta historia tak mocno uderza. Bo pokazuje, że tragedia nie dotyczy wyłącznie ludzi prowadzących skrajnie zły tryb życia. Może dotknąć także tych, którzy z zewnątrz wydają się „zdrowi”. To budzi lęk, ale może też obudzić czujność.

Stres też niszczy serce, nawet jeśli go nie widać

W materiale Pacjenci.pl padł jeszcze jeden bardzo ważny trop. Praca trenera to ogromna presja i gigantyczne obciążenie psychiczne. Prof. Małek przywołał badania pokazujące, że w trakcie ważnych meczów trenerom potrafi gwałtownie rosnąć ciśnienie, pojawiają się zaburzenia rytmu i bardzo wysokie tętno. Innymi słowy, stres w takim zawodzie nie jest „tylko stresem”. To realne obciążenie dla układu krążenia.

To też bardzo życiowe. Wielu ludzi myśli, że zagrożenie dla serca to głównie dieta i papierosy. Tymczasem przewlekłe napięcie, brak odpoczynku, niedosypianie i życie na wysokich obrotach także potrafią zrobić swoje. Człowiek może wyglądać dobrze, pracować normalnie, nawet trenować, a wewnątrz powoli zbliżać się do granicy.

Dlaczego ten temat powinien zatrzymać każdego z nas

Najsmutniejsze w tej historii jest to, że podobne tragedie zawsze wydają się „niewiarygodne”, dopóki nie dotkną kogoś znanego. Wtedy nagle tysiące ludzi zaczynają myśleć o sobie, o ojcu, o mężu, o bracie, o koledze z pracy. I może właśnie to jest jedyny sens, jaki można dziś z tego bólu wyciągnąć.

Śmierć Jacka Magiery to nie tylko wiadomość sportowa. To mocny sygnał ostrzegawczy. Nie wiemy wszystkiego o jego stanie zdrowia, ale wiemy wystarczająco dużo, by wyciągnąć prosty wniosek: aktywność fizyczna jest ważna, ale nie zastąpi diagnostyki, nie wymaże stresu i nie unieważni czynników ryzyka.

Dlatego ten temat tak porusza. Bo nagle okazuje się, że pytanie nie brzmi tylko: „na co zmarł Jacek Magiera?”, ale również: „czy ja sam nie ignoruję czegoś, co pewnego dnia może mnie dogonić?”.

Źródło: pacjenci.pl

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *