Minęło kilka nerwowych minut, kilka zdjęć z bliska i gorączkowe poszukiwania, zanim tajemnica w końcu się wyjaśniła.
Ten niepokojący czerwony kształt, otoczony dziwnymi małymi strukturami, wcale nie był pasożytem, a czerwonym ślimakiem trójkątnym (Triboniophorus graeffei), gatunkiem pochodzącym ze wschodniego wybrzeża Australii.
Jego dziwne, trójkątne znaki i żywe kolory sprawiają, że wygląda bardziej jak rekwizyt z horroru niż niegroźny ślimak lądowy.
Gdy strach minął, górę wzięła ciekawość. Te ślimaki świetnie czują się w wilgotnych lasach, powoli poruszając się pod liśćmi i kłodami, zostawiając po sobie gęsty, lepki śluz.
To, co początkowo wydawało się koszmarnym stworzeniem, przerodziło się w ciche przypomnienie, jak dzika i zaskakująca potrafi być natura. Podczas zwykłego spaceru natknęliśmy się na świat, który zazwyczaj ignorujemy – świat, w którym nawet ślimak potrafi zatrzymać cię w miejscu i zmienić sposób, w jaki patrzysz na ziemię pod stopami.