Nie było grobu pierwszej żony. Zupełnie nic. Żadnego pomnika, krzyża, tablicy. Pusta przestrzeń.
Stałem tam, nie wierząc własnym oczom. Serce waliło mi jak młotem, ręce się trzęsły. W głowie krążyła mi tylko jedna myśl: nie jest tu pochowana . Ale dlaczego?
Później poznałem prawdę. Tę, która mnie naprawdę przestraszyła.

Pierwsza żona mojego męża żyła. I przez cały ten czas nawet o mnie nie wiedziała. Mój mąż mieszkał z dwiema rodzinami, okłamywał nas oboje, a także mnie o jej śmierci, żeby uniknąć niepotrzebnych pytań.
I w tym momencie, stojąc na cmentarzu z bukietem w dłoniach, uświadomiłem sobie: nie przyszedłem do zmarłej kobiety… Ale do grobu mojego własnego, rodzinnego życia.