Wszyscy skrywamy, choćby w głębi duszy, iluzję, że możemy żyć wiecznie. Ale czasami życie zadaje nam cios, którego się nie spodziewaliśmy.
Pewnego niedzielnego poranka Ryan Finley obudził się, rozciągnął się i postanowił obudzić swoją żonę, Jill Finley.
„Poszedłem obudzić Jill – i to samo w sobie jest cudem, bo nigdy tego nie robię w weekendowe poranki” – wspominał później.
Zawołał ją po imieniu, ale Jill nie odpowiedziała. Serce Ryana zaczęło walić – od razu wiedział, że coś jest nie tak. Natychmiast wezwał karetkę i zaczął reanimować żonę.
Kiedy przybyli ratownicy medyczni, została przewieziona do szpitala. Ryan pojechał za karetką swoim samochodem.
Po badaniu lekarze stwierdzili, że Jill doznała zatrzymania krążenia. Przeprowadzili zabieg stabilizujący jej stan, podczas gdy Ryan czekał przed oddziałem intensywnej terapii.
Lekarze powiedzieli mu tylko jedno: „Módl się za swoją żonę”. Ryan zrozumiał, że kiedy lekarz tak mówi, jest to kwestia życia i śmierci.
Wkrótce poinformowano go, że Jill zapadła w śpiączkę.
Dwa tygodnie czekania na cud
Jill miała zaledwie 31 lat, jeszcze wczoraj była zdrowa, dziś walczyła o życie.
Leżała w śpiączce przez dwa tygodnie. Rodzina i przyjaciele modlili się, żeby się obudziła. Jeden z jej kuzynów przyniósł Biblię i czytał jej na głos przez godzinę. Wychodząc, zostawił książkę Ryanowi, żeby jej ją przeczytał.
Od tamtej pory Ryan codziennie czytał żonie na głos fragmenty Biblii, mając nadzieję, że w ten sposób otworzy jej oczy.
Przełomowy wybór
Po 11 dniach lekarze poinformowali Ryana, że nie będzie poprawy. Musieli podjąć decyzję, czy kontynuować podtrzymywanie funkcji życiowych, czy odłączyć aparaturę.
Czternastego dnia podjął decyzję: odłączyć ją od aparatury podtrzymującej życie i pozwolić jej odejść…
Minęło około pięciu godzin. Jill nagle zaczęła się wiercić i mamrotać. Ryan pogrążył się w żalu i opuścił pokój, myśląc, że to jej ostatnie chwile.
Nagle wyszła pielęgniarka i powiedziała:
„Musisz wejść… mówi.”
Pięć słów, które zmieniły wszystko
Ryan wszedł do pokoju, spodziewając się usłyszeć ostatnie słowa żony przed wyjściem… Ale usłyszał coś szokującego:
„Wypuść mnie stąd. Chcę wrócić do domu”.
Ryan nie mógł uwierzyć własnym uszom. Aby się upewnić, zadał jej pytania: o imiona ich zwierząt, o proste zadania matematyczne – a ona odpowiadała bezbłędnie.
Co więcej, powiedziała, że chce iść na kolację do swojej ulubionej meksykańskiej restauracji! Wtedy Ryan zdał sobie sprawę: Jill nie wyjeżdżała do innego świata, tylko wracała do domu.
Druga szansa
Zapytany, co przywróciło życie jego żonie, Ryan bez wahania odpowiedział:
„Boże. To była boska interwencja”.
Oczywiście Jill nie doszła do siebie od razu. Musiała na nowo nauczyć się wiązać sznurowadła i myć zęby – niektóre umiejętności zostały utracone. Dostali jednak drugą szansę i obiecali sobie, że zawsze będą przy sobie.
Sama Jill poparła decyzję męża, aby odłączyć ją od maszyn, ponieważ nigdy nie chciała żyć jak „warzywo”.
Ryan przyznaje:
„Nie ma nocy, żebym się nie obudził. Delikatnie szturcham ją stopą – jeśli mnie kopie, to znaczy, że wszystko w porządku”.
Dziś Ryan i Jill są razem szczęśliwi i każdego dnia dziękują losowi, że dał im kolejne życie obok siebie.