Zanurzona pod ośmiostopową, rwącą wodą, nie czuła strachu, jedynie wszechogarniający spokój. Zanim przyjaciele wyciągnęli ją na brzeg, nie wyczuła pulsu.
Kiedy fizycznie doszła do siebie, przyzwyczajenie się do życia okazało się bardziej skomplikowane niż zrastanie się kości.
Dr Mary Neal zbudowała swoje życie wokół precyzji, dyscypliny i medycyny opartej na dowodach. Jako chirurg kręgosłupa i matka czwórki dzieci, znała wartość jasnego myślenia i konkretnych rezultatów.
Ale pewnego dnia, z dala od sali operacyjnej i rodziny, wszystko, co rozumiała o życiu i śmierci, wywróciło się do góry nogami.
Po nagłym wypadku pozostały w niej wspomnienia, które nie zgadzały się z tym, czego ją nauczono – żywe wrażenia, które pozostały z nią długo po zagojeniu się ran fizycznych. Wśród nich był pewien szczegół, przekazany jej ze spokojem, którego nie mogła zignorować ani wyjaśnić, a który pewnego dnia miał się okazać prawdziwy.
Spływ kajakowy i utonięcie
W styczniu 1999 roku dr Neal dołączyła do męża i kilku przyjaciół na spływ kajakowy rzeką Fuy w Chile. Grupa składała się z doświadczonych spływowiczów, właścicieli firmy zajmującej się raftingiem i kajakarstwem, a plan zakładał pokonanie serii rwących bystrzy, powszechnych w tym regionie.
To było znane zajęcie dla doktora Neala, który zawsze uwielbiał przebywać na wodzie. Kiedy ruszyli w nurt, nic nie wydawało się niezwykłe. Świeciło słońce. Nastrój był pogodny. Jednak wkrótce po wypłynięciu kajak doktora Neala zboczył z kursu i spadł do wodospadu o wysokości od trzech do pięciu metrów.
W momencie uderzenia łódź utknęła w podwodnych formacjach skalnych i utknęła pod zanurzonymi skałami. U podstawy wodospadu zaklinowała się pod zanurzonymi skałami.
Uwięziona przez potężny przypływ wody, nie mogła się ruszyć. Ciężar prądu przygniatał ją do piersi, gdy walczyła, by uwolnić się z osłony przeciwbryzgowej, która zamykała ją w kokpicie.
„Zawsze kochałam wodę, ale myślałam, że utonięcie będzie jednym z najstraszniejszych sposobów na śmierć – że będę przepełniona paniką, głodem powietrza i walką” – opowiadała później. „Może to dzięki mojemu wykształceniu chirurgicznemu, ale czułam niesamowity spokój”.
Z czasem przestała walczyć. Jej płuca wypełniły się wodą. Serce przestało bić. Modliła się: „Boże, bądź wola Twoja”. Po raz pierwszy w życiu mówiła z przekonaniem. W tym momencie jej serce przestało bić. Pozostała pod wodą przez prawie 30 minut.
Świadomość poza powierzchnią
To, co wydarzyło się później, jak później wspominała dr Neal, nie wydawało się zanikać. To było jak przebudzenie. Jej świadomość nie zniknęła wraz z utratą tlenu; zamiast tego opisała, że stała się bardziej świadoma, a nie mniej.
Nadal była świadoma świata fizycznego – ciężaru wody, dotyku kajaka – ale czuła, że przeniosła się do innego wymiaru. Przypomniała sobie nagły „pyk”, wyraźny moment odłączenia, a potem zdała sobie sprawę, że obserwuje scenę z góry.
Widziała nawet, jak jej przyjaciele wyciągają jej martwe ciało z rzeki i rozpoczynają resuscytację krążeniowo-oddechową. Kiedy błagali ją, żeby oddychała, nie była już w swoim ciele. Nie czuła strachu. Zamiast tego czuła się otulona obecnością, którą później opisze jako boską. To odczucie było fizyczne, a nie abstrakcyjne.
Poczuła się, jakby była tulona jak noworodek, głęboko znana i kochana. Wokół siebie uświadomiła sobie obecność 15 promiennych, pełnych radości istot, które wyszły jej na spotkanie. Wydawały się szczęśliwe z jej przybycia i przepełnione tym, co opisała jako czystą, boską miłość, nie tylko do niej, ale w związku z czymś o wiele większym.
Istoty skinęły na nią, by poszła za nimi, i tak zrobiła. Szli razem przez las pełen żywych kolorów i wszechogarniającego spokoju. Każdy szczegół – każdy dźwięk, każdy aromat – wydawał się spotęgowany, ponad wszystko, czego kiedykolwiek doświadczyła.
Opisała las jako tętniący światłem, a samo powietrze jako niosące obecność miłości. W ich towarzystwie zaczęła doświadczać tego, co nazywa przeglądem życia. Rozwijał się on z jasnością i precyzją, pozwalając jej na nowo przeżywać minione chwile własnymi oczami, a także oczami innych osób zaangażowanych w wydarzenia.
Poczuła ich ból, strach, motywacje i wszystko inne, co ze sobą wnieśli w te chwile. Nie było to osądzanie, ale głębokie odkrycie. Ta recenzja przyniosła ze sobą poziom zrozumienia, którego często brakuje w relacjach międzyludzkich.
Nawet wspomnienia naznaczone urazą lub konfliktem zostały przeformułowane przez współczucie, które poczuła, rozumiejąc, co ukształtowało działania każdej osoby. I choć jej ciało pozostawało zanurzone i nieruchome w rzece, jej świadomość, jak to opisała, rozszerzyła się.
Ostrzeżenie i powrót
Przemierzając las obok promiennych istot, dotarli do kopulastej budowli, lśniącej opalizującym światłem. Wewnątrz wyczuła setki tysięcy dusz wiwatujących na jej przybycie. Natychmiast poczuła się tam przyciągnięta. „Wszystko, czego chciałam, to tam być” – powiedziała później.
Ale tuż przed wejściem istoty jej towarzyszące zatrzymały się. Delikatnie powiedziały jej, że to nie jej czas i że nie może zostać. Wciąż ma pracę do wykonania na Ziemi. Potem nadeszło ostrzeżenie: jej najstarszy syn, Willie, umrze, zanim osiągnie dorosłość.
Ostrzeżenie nie było sformułowane jako kara. Zostało po prostu udzielone – było częścią tego, co teraz rozumiała jako większy plan. Wszystko się ułożyło. Błagała o więcej informacji. Dlaczego on? Dlaczego w ogóle?
W odpowiedzi pokazano jej ponownie obrazy z przeglądu jej życia, chwile żalu i zmagań, które ostatecznie przyniosły jej wdzięk, perspektywę i głębię.
Przesłanie było spójne: piękno może pochodzić nawet z najboleśniejszych miejsc. Choć nadszedł czas powrotu, dr Neal nie chciała wracać. Kochała swoje dzieci głęboko, ale nawet ta miłość wydawała się niczym w porównaniu z wszechogarniającą obecnością Bożej miłości.
A potem, tak szybko, jak się zaczęło, doświadczenie dobiegło końca. Doktor Neal obudziła się na brzegu rzeki, jej ciało było połamane, ale żywe.
Między dwoma światami
Po powrocie na brzeg rzeki, dr Neal została wyciągnięta z wody i jej reanimacja zajęła prawie pół godziny. Została przewieziona do szpitala, gdzie lekarze stwierdzili liczne złamania nóg. Spędziła kolejne kilka tygodni na operacji i rehabilitacji, aby nastawić kości i odzyskać sprawność.
Ale fizyczny powrót do zdrowia był tylko częścią procesu. W dniach bezpośrednio po wypadku czuła się zdezorientowana, nie z powodu traumy, ale z powodu miejsca, w którym – jak jej się wydawało – się znajdowała. „Przez tydzień nie czułam się ani tu, ani tam” – wspominała później. „Stałam jedną nogą w świecie Boga, a drugą w naszym”.
Postanowiła nie mówić o tym doświadczeniu od razu. Jej doświadczenie jako lekarza nakazywało jej ostrożność; potrzebowała czasu, aby sama to zrozumieć. To, czego była świadkiem, nie zgadzało się z jej wykształceniem medycznym i wiedziała, że spotka się ze sceptycyzmem.
Ostrzeżenie się spełnia
Z biegiem miesięcy, które zamieniły się w lata, dr Neal wróciła do swojego życia, praktyki chirurgicznej, rodzicielstwa i codziennych obowiązków, ale nic nie było już takie samo. Doświadczenie, które ukrywała w tajemnicy, wciąż kształtowało jej myśli w cichy, uporczywy sposób. Przede wszystkim jednak nosiła w sobie wspomnienie wiadomości o Williem.
Nie była to rzecz, którą łatwo poruszyć. Jej syn był zdrowy, aktywny i pełen życia. Ale coś z poprzednich lat pobrzmiewało teraz z niesamowitą wyrazistością. Kiedy Willie miał zaledwie cztery lata, powiedział jej wprost: „Nie skończę osiemnastu lat”. Zbagatelizowała to wtedy, jak to zrobiłoby wielu rodziców.
Ale po wypadku słowa te nabrały innego znaczenia. Kiedy zapytała Williego, dlaczego tak myśli, odpowiedział: „Taki jest plan”. Już jako nastolatek dr Neal zaczął pisać o swoim doświadczeniu bliskim śmierci, mając nadzieję, że uda mu się je zrozumieć poprzez refleksję.
Rezultatem były jej wspomnienia zatytułowane „Do nieba i z powrotem”. Pisząc, nie mogła pozbyć się wrażenia, że czas zmierza ku czemuś stałemu. Ale nie żyła w codziennym strachu. Wręcz przeciwnie, to doświadczenie dało jej poczucie spokoju. Mimo to po cichu miała nadzieję, że przyszłość potoczy się inaczej.
21 czerwca 2009 roku, w dniu, w którym ukończyła ostateczną wersję swojej książki, zadzwoniła do Williego, aby podzielić się nowiną. Miał to być radosny telefon, zwyczajna chwila między dumną matką a synem.
Ale zamiast usłyszeć jego głos, usłyszała inny, z wiadomością, że został potrącony przez samochód podczas treningu narciarskiego na lądzie. Zginął na miejscu.
Smutek i pewność
Willie – bystry, wysportowany i zaledwie kilka dni po osiemnastych urodzinach – zniknął. Świat wokół doktora Neala zdawał się walić jej spod nóg. W tym momencie wspomnienie ostrzeżenia powróciło z wyraźną siłą.
Zawsze wiedziała, że to możliwe, ale żadna wiedza, żadne duchowe przygotowanie nie mogło zapobiec dotkliwości straty. „Nie powiem, że powiedziałam: »O, hej, to wspaniale«” – powiedziała Oprah Winfrey lata później. „Byłam tak zdruzgotana, jak tylko matka może być”.
A jednak, nawet w otchłani smutku, czuła coś, czego nie mogła zignorować: radość. Nie brak żalu, nie pocieszenie, ale coś większego. To była ta sama obecność, która, jak mówiła, trzymała ją w wodzie – spokojna, kochająca, pewna.
„Nawet pośród mojego smutku” – powiedziała – „doświadczyłam wielkiej radości. A ta radość wynika ze znajomości i zaufania do duchowej prawdy”. Wierzyła, że Willie nie został utracony. Został powitany. Lata wcześniej sama doświadczyła tego powitania, otoczona promiennymi istotami.
Ta świadomość nie ukoiła jej bólu, ale dała jej coś, czego mogła się uchwycić. Wiedziała bez cienia wątpliwości, że jest w niebie. I wierzyła, że go jeszcze zobaczy.
Między medycyną a znaczeniem
Przez większość swojego życia zawodowego dr Neal działała w świecie, w którym dominowały precyzja i dowody. W terminologii klinicznej śmierć najczęściej charakteryzuje się nieodwracalną utratą funkcji mózgu, co w medycynie nazywa się śmiercią mózgu.
Zgodnie z powszechnie akceptowanymi kryteriami medycyny zachodniej, gdy mózg przestaje być aktywny i istnieją wystarczające dowody neurologiczne, lekarz może postawić diagnozę śmierci klinicznej. Jednak nawet w medycynie ta pewność ma swoje granice.
Jak zauważono w jednym z przeglądów Biblioteki Narodowej Medycyny, rozpoznanie zgonu jest ostatecznie „próbą oceny diagnostycznej”. Chociaż istnieje konsensus co do kryteriów, sam proces nie może zapewnić absolutnej pewności w każdym przypadku.
Eksperci przyznają, że choć konieczne jest podejmowanie rozsądnych i rozważnych decyzji, sama koncepcja śmierci mózgu jest również „konstrukcją kulturową”, ewoluującą strukturą zbudowaną z nauki, etyki i praktycznych potrzeb. W tej przestrzeni między definicją a wątpliwością tkwi doświadczenie dr. Neala.
Nie miała bicia serca. Była pod wodą przez prawie 30 minut. I według wszelkich przyjętych standardów utonęła. Ale to, co pamięta, to nie ciemność ani cisza. Przypomina sobie opisy, które powtarzały się w setkach innych relacji o bliskich śmierci na przestrzeni dekad.
Jeden z najbardziej szanowanych ekspertów w tej dziedzinie, dr Bruce Greyson, poświęcił dekady na badanie tych doświadczeń. Podkreśla, że nie są to halucynacje. „Wiem, jak wygląda choroba psychiczna” – powiedział w wywiadzie dla Winfrey. „I wcale nie przypominają one doświadczeń bliskich śmierci”.

Dr Bruce Greyson, dr Mary Neal i Oprah Winfrey podczas odcinka „The Oprah Podcast” z 29 kwietnia 2025 r. | Źródło: YouTube/@Oprah
Dr Greyson, współzałożyciel Międzynarodowego Stowarzyszenia Badań nad Przeżyciami z Pogranicza Śmierci (IANDS), uważa, że te relacje dają wgląd w naturę świadomości, prawdopodobnie taką, która istnieje niezależnie od funkcji mózgu.
„Kiedy umysł funkcjonuje bardzo dobrze, a mózg nie”, powiedział, „nie ma medycznego wyjaśnienia, jak to możliwe”. Dr Greyson, którego badania trwają już prawie 50 lat, zauważa, że ludzie konsekwentnie przypominają sobie doświadczenia bliskie śmierci z większą wyrazistością niż w przypadku zwykłych wspomnień.

Dr Bruce Greyson w odcinku „The Oprah Podcast” z 29 kwietnia 2025 r. | Źródło: YouTube/@Oprah
Wielu opisuje również trwałe przemiany w swoim pojmowaniu życia, świadomości i samej śmierci. Jego zdaniem spójność tych historii w różnych kulturach i na przestrzeni wieków sugeruje coś więcej niż zbieg okoliczności.